Polacy jeżdżą więcej, ale coraz częściej wybierają inny środek transportu niż dawniej. Najnowsze dane GUS za 2025 rok pokazują wyraźną zmianę: kolej zyskuje pasażerów, samoloty również rosną, a przewozy autobusowe i busowe ujęte w statystykach notują spadek. To nie znaczy, że busy znikają z dróg. Widać jednak, że pasażerowie coraz mocniej patrzą na czas, wygodę i pewność dojazdu.
W 2025 roku główne rodzaje transportu przewiozły w Polsce łącznie 728,4 mln pasażerów. To o 4,2 procent więcej niż rok wcześniej. Najmocniej w tym zestawieniu wygląda kolej, która przewiozła 438 mln osób, czyli o 7,7 procent więcej niż w 2024 roku. Transport samochodowy pasażerski, a więc w tym ujęciu autobusy i busy bez komunikacji miejskiej oraz bez najmniejszych firm, przewiózł 268,9 mln osób. To o 1,4 procent mniej niż rok wcześniej.
Pociąg znów stał się normalnym wyborem
Jeszcze niedawno wiele osób traktowało pociąg jak rozwiązanie awaryjne. Dziś na wielu trasach wygląda to inaczej. Kolej coraz częściej wygrywa nie dlatego, że jest modna, ale dlatego, że bywa po prostu wygodna. Nie trzeba prowadzić auta, szukać parkingu, stać w korku przy wjeździe do miasta ani liczyć każdego litra paliwa.
Dla pasażera najważniejsza jest przewidywalność. Jeśli pociąg jedzie o stałej godzinie, dojeżdża do centrum miasta i pozwala spokojnie popracować albo odpocząć po drodze, zaczyna konkurować nie tylko z autobusem, ale też z prywatnym samochodem. Na dłuższych trasach dochodzi jeszcze zmęczenie kierowcy. Wtedy bilet kolejowy może wyglądać rozsądniej niż kilka godzin za kierownicą.
Istotna jest również codzienna wygoda. Kto dojeżdża do pracy albo na uczelnię, nie chce każdego poranka zgadywać, czy utknie na trasie. Pociąg nie zawsze jest idealny, ale tam, gdzie rozkład działa dobrze, daje pasażerowi coś bardzo cennego: poczucie, że dzień można zaplanować.
Autobus i bus mają dziś trudniej
Spadek w przewozach samochodowych pasażerskich nie oznacza automatycznie, że ludzie przestali jeździć busami. Trzeba pamiętać, że dane GUS nie obejmują komunikacji miejskiej ani najmniejszych przewoźników. Mimo to kierunek jest czytelny. Część rynku, zwłaszcza połączenia międzymiastowe i pozamiejskie, czuje coraz większą presję.
Autobus i bus mają jedną wielką przewagę: mogą dojechać tam, gdzie nie ma torów. To ważne szczególnie poza dużymi miastami. Problem zaczyna się wtedy, gdy kursów jest mało, rozkład nie pasuje do pracy albo szkoły, a trasa wydłuża się przez korki. Pasażer szybko liczy, co bardziej mu się opłaca: czekać na busa, jechać autem, czy dojechać do najbliższej stacji i przesiąść się do pociągu.
Po stronie przewoźników też nie jest łatwo. Paliwo, serwis, ubezpieczenia i wynagrodzenia kierowców kosztują coraz więcej. Bus, który wozi kilka osób poza szczytem, może być trudny do utrzymania. Gdy flota jest mała, awaria jednego pojazdu mocno uderza w organizację pracy, dlatego assistance dla samochodu dostawczego warto traktować szerzej niż tylko jako ochronę dostaw. W podobny sposób myślą firmy, które muszą utrzymać pojazdy w ruchu każdego dnia.
Korki pomagają kolei
Transport drogowy pasażerski działa w tym samym ruchu co auta osobowe, ciężarówki i dostawczaki. Autobus może mieć buspas, ale na wielu trasach i tak przegrywa z zatłoczonymi wlotami do miast, remontami i nieprzewidywalnym ruchem. Kolej ma tu naturalną przewagę. Gdy infrastruktura jest sprawna, omija codzienny drogowy chaos.
To szczególnie ważne wokół dużych aglomeracji. Dla osoby, która codziennie dojeżdża kilkadziesiąt kilometrów, różnica między godzinną podróżą a półtoragodzinną walką z korkami jest ogromna. W takim rachunku pociąg zaczyna wyglądać coraz lepiej, nawet jeśli na stację trzeba dojechać rowerem, autem albo lokalnym autobusem.
Do tego dochodzi rozwój miejskiej infrastruktury. Kierowcy coraz częściej muszą myśleć nie tylko o paliwie i parkowaniu, ale także o ograniczeniach środowiskowych. Dlatego temat, jak sprawdzić normę Euro samochodu, przestaje być ciekawostką. Dla części osób może mieć znaczenie przy planowaniu dojazdów do centrum.
Prywatne auto nadal kusi, ale nie rozwiązuje wszystkiego
Gdy autobus jeździ rzadko, a pociągu nie ma w pobliżu, samochód osobowy wciąż wygrywa. Daje wolność, własne tempo i możliwość dojazdu pod sam adres. To szczególnie ważne dla rodzin, osób z małymi dziećmi albo mieszkańców miejscowości, gdzie transport zbiorowy jest słaby. Nie bez powodu wielu kierowców szuka praktycznych rozwiązań na dłuższe trasy, a temat samochodu dla dużej rodziny wraca przy każdej rozmowie o codziennym przemieszczaniu się.
Samochód ma jednak swoją cenę. Paliwo, serwis, ubezpieczenie, parking i czas spędzony w korkach składają się na coraz większy rachunek. Przy okazjonalnych podróżach auto bywa bezkonkurencyjne. Przy regularnych dojazdach do pracy albo na studia pociąg może wypaść lepiej, zwłaszcza gdy pozwala uniknąć stresu i niepewności na drodze.
Widać to także w sezonie wyjazdowym. Kierowcy przygotowują auta do podróży, sprawdzają ubezpieczenia i planują trasy, ale przy dalszych przejazdach coraz częściej porównują różne opcje. Nieprzypadkowo temat assistance na sezon wycieczek samochodowych pokazuje, jak mocno prywatne podróże zależą dziś od poczucia bezpieczeństwa.
Samoloty rosną, autobusy tracą dłuższe trasy
Dane GUS pokazują też mocny wzrost lotnictwa. Polscy przewoźnicy lotniczy przewieźli 19 mln pasażerów, o 9,5 procent więcej niż rok wcześniej. To dużo mniejsza liczba osób niż w kolei, ale dynamika jest bardzo wyraźna.
Dla autobusów dalekobieżnych to kolejny problem. Na długiej trasie pasażer porównuje już nie tylko cenę biletu. Liczy czas, komfort, nocne godziny przejazdu, dostęp do toalety, możliwość pracy i ogólne zmęczenie. Jeśli samolot jest szybki, a pociąg wygodny, autobus musi mieć bardzo mocny argument. Najczęściej jest nim cena albo bezpośredni dojazd tam, gdzie inne środki transportu nie docierają.
Przyszłość leży w łączeniu, nie w wojnie
Nie ma sensu pisać, że kolej całkowicie wygrała, a autobusy i busy przegrały. Polska potrzebuje jednych i drugich. Pociąg dobrze radzi sobie na głównych trasach i w dojazdach do dużych miast. Autobus i bus są potrzebne tam, gdzie nie ma torów, gdzie stacja jest daleko albo gdzie trzeba dowieźć pasażera bliżej domu, szkoły, pracy czy urzędu.
Najlepszy model to nie walka, ale współpraca. Bus może dowozić ludzi do stacji, autobus może obsługiwać mniejsze miejscowości, a pociąg może przejmować główny odcinek trasy. Taki układ działa tylko wtedy, gdy rozkłady są rozsądne, przesiadki nie są udręką, a pasażer nie ma poczucia, że każda podróż to loteria.
Dane za 2025 rok pokazują jedno: ludzie chcą jeździć, ale wybierają coraz bardziej świadomie. Kolej dostała mocny impuls i wykorzystuje lepszy moment. Autobusy i busy nadal są potrzebne, lecz muszą walczyć o pasażera wygodą, częstotliwością i pewnością dojazdu. Samo „bo zawsze tak jeździliśmy” już nie wystarcza.
Źródło danych: GUS. Opracowanie własne na podstawie danych GUS.
